Do najważniejszych i najpięniejszych Świąt w roku pozostał zaledwie tydzień. Wydaje mi się, że to dobry moment, żeby przyjrzeć się, jak Boże Narodzenie spędzają mieszkańcy półwyspu. Jako autorkę wpisu powinnam wymienić obok siebie (a nawet przede mną) moją najcudowniejszą na świecie szwagierkę Marię Antoniettę.

Boże Narodzenie w Salento jest świętem na wskroś przesiąkniętym tradycjami natury zarówno religijnej jak i świeckiej oraz – niektórzy powiedzieliby „przede wszystkim” – kulinarnej.

Salentyńczycy (podobnie jak i wszyscy Włosi) nie obchodzą mikołajek, 6 grudnia to dla nich data jak każda inna. Ale spokojnie, włoskie dzieci bynajmniej nie są pokrzywdzone – przyjdzie do nich (z miesięcznym opóźnieniem w stosunku do naszego Mikołaja) wiedźma Befana (do milusińskich z rodzin mieszanych przychodzą – żeby było sprawiedliwie – i Mikołaj na początku grudnia, i staruszka w nocy z 5 na 6 stycznia, a co!).

W wigilię Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, czyli 7 grudnia, salentyńskie panie domu nie serwują mięsa (faktycznie w dialekcie mówi się nu se ‘ncammera), ale za to specjalne postne menu przewiduje dorsza w różnych postaciach. Najczęściej jest to – w ramach pierwszego dania – makaron z sosem rybnym, na drugie dorsz oraz nieodzowne pittule. Te ostatnie (których można było spróbować na organizowanym przez nas spotkaniu z okazji promocji tego bloga) podaje się zarówno bez dodatków (tak zwane semplici) lub nadziewane kalafiorem, mięsem dorsza (znów dorsz!) lub pomidorami, oliwkami, kaparami i anchois.

Zgodnie z tradycją 7 grudnia na salentyńskim stole nie powinno zabraknąć też słynnej puccia salentina – typowego chlebka, który podaje się z serem i tuńczykiem (ha! wcale nie z dorszem!).

8 grudnia przypada festa dell’ Immacolata, czyli święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, z którym łączą się obchodzone w tym dniu uroczystości religijne. Najczęściej z rana idzie się na mszę, a resztę dnia (który jest dniem wolnym od pracy) przeznacza się na ubieranie choinki, przystrajanie domu oraz ustawienie w widocznym miejscu bożonarodzeniowej szopki. Ta ostatnia jeszcze do niedawna była elementem o wiele ważniejszym niż drzewko, obecnie wydaje się, że choinka na stałe i na dobre zagościła na równych prawach we włoskich domach. Niekótrzy Salentyńczycy wolą odczekać z ubraniem drzewka do 13 grudnia (św. Łucji).

Choinka 1Drzewko u mojego szwagra w Trepuzzi (LE)

Dni po Immacolata poświęcone są przygotowaniu tradycyjnych salentyńskich wypieków świątecznych. Nie może wśród nich zabraknąć cartellate oraz purceddrhuzzi, czyli ciast na bazie białego wina i przypraw: cynamonu, goździków, startej skórki cytryny i pomarańczy, którym nadaje się kształt róży (cartellate) i małych gnocchi (purceddrhuzzi). Po usmażeniu polewa się je miodem lub grzanym winem i dekoruje kolorowymi confetti.

Innymi typowymi wypiekami świątecznymi są tak zwane marzapani, czyli kruche ciasteczka na bazie migdałów, cukru, przypraw, pomarańczy i cytryny, oraz pesce di pasta di mandorla (ryba z ciasta migdałowego) – ciasto charakterystyczne dla okolic Lecce, nadziewane dżemem i kawałkami czekolady.

Pesce di pasta di mandorla

Naturalnie salentyńskie rodziny nie ograniczają się jedynie do wyżej wymienionych smakołyków. Każda z nich wzbogaca paletę własnych wypieków o inne przysmaki – ciasteczka, czekoladki, skórkę pomarańczową w czekoladzie, suszone owoce (najczęściej figi) itd., którymi następnie będzie częstować przybywających z życzeniami krewnych i przyjaciół (a Boże Narodzenie to prawdziwa okazja do odbywania takich właśnie pielgrzymek od domu do domu, więc lepiej przygotować się zawczasu).

NATCiasta i ciasteczka dla rodziny i przyjaciół

24 grudnia nie ma w Salento takiej rangi jak w Polsce. Owszem spędza się ten dzień w gronie rodzinnym, ale trudno mówić o szczególnej wystawności kolacji. Najczęstszym menu jest – podobnie jak u nas – to na bazie ryby. Jeszcze do niedawna prezenty pojawiały się pod choinką w nocy z 24 na 25 grudnia, obecnie coraz więcej rodzin preferuje nie czekać do rana, tylko rozpakowuje podarki bezpośrednio po wieczerzy wigilijnej (aczkolwiek wyraz „wieczerza” jest chyba nieco na wyrost). Często do północy gra się w karty lub w tombola. Osoby religijne (których nie porywa perspektywa wielogodzinnych gier przy stole) późnym wieczorem udają się do kościoła, by tam oczekiwać narodzin Dzieciątka.

25 grudnia po rozpakowaniu prezentów (o ile ktoś tego nie uczynił poprzedniego wieczoru) idzie się do kościoła na mszę (o ile ktoś nie brał udziału w pasterce), po zakończeniu której następuje składanie wizyt u bliższej i dalszej rodziny, przyjaciół i znajomych.

Kulinarnym gwoździem programu świątecznego jest bożonarodzeniowy obiad, który spędza się w gronie rodzinnym (w tym kontekście warto przypomnieć ogólnowłoskie przysłowie Natale con i tuoi, Pasqua con chi vuoi – czyli dosłownie: Boże Narodzenie z rodziną, Wielkanoc z kim chcesz). Świąteczny obiad to prawdziwa uczta i dla oczu, i – przede wszystkim – dla podniebienia. Nie ma jednej konkretnej tradycji, która sprawiłaby, że każdy salentyński stół uginałby się pod ciężarem takich czy innych potraw. Najczęściej jednak są to dania na bazie mięsa. Wiąże się to z wcześniejszymi zwyczajami, kiedy to ubodzy rolnicy mogli sobie pozwolić na spożywanie mięsa (niegdyś bardzo drogiego i znajdującego się poza ich zasięgiem) jedynie z okazji największych świąt.

Po przystawkach i daniach głównych przychodzi kolej na desery. Wśród wypieków już wymienionych wyżej nie może zabraknąć znanych również u nas „klasyków” włoskiego Bożego Narodzenia – panettone i pandoro.

Jak Salentyńczyk się już naje, wstaje od stołu (znając włoskie mammy, nawet po posiłku w dalszym ciągu suto zastawionego) i udaje się podziwiać “żywe szopki”, wystawiane najczęściej w zabytkowych, najstarszych częściach miast i miasteczek. Szopki te nie tylko ukazują sceny z narodzin Jezusa, ale odtwarzają też zapomniane zawody i rzemiosła z użyciem autentycznych narzędzi (które obecnie wyszły już z użycia).

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Jeśli ktoś nie ma zbyt daleko do Lecce, musi koniecznie udać się do stolicy prowincji, by tam na własne oczy móc podziwiać wspaniałą szopkę utworzoną w rzymskim amfiteatrze.

Cóż, skoro o przygotowaniach do Świąt mowa, nie pozostaje mi nic innego jak tylko samej się za nie wziąć. Czasu wszak coraz mniej.

Najrawdopodobniej słyszymy się we wtorek (zamiast w Wigilię) z życzeniami. Ciao!

PS. Jak było to już wspomniane na samym początku, od kilku ładnych dni dossier świąteczne wraz ze zdjęciami przygotowywała dla mnie niezastąpiona Maria Antonietta Castrignanò. Grazie, cognata, TVTB!