Jeszcze jakieś pięć lat temu nie do pomyślenia było, że nasza salentyńska bella compagnia przy wyborze miejsca na wspólne spędzenie czasu będzie się kierować czymś innym niż menu czy wysokość cen, a mianowicie: czy dany lokal (a zwłaszcza stoły ustawione na zewnątrz) nie znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie ulicy; czy nie posiada (kiedyś jakże pożądanego) basenu; czy nie jest restauracją, która po jakiejś określonej godzinie przemienia się w hałaśliwą dyskotekę; czy wystrój nie jest zbyt elegancki (czytaj: podatny na ewentualne zniszczenia); a za to liczyć się będzie, czy miejsce owo proponuje atrakcje dla najmłodszych, takie jak: plac zabaw, dużo miejsca do biegania, dogodny dostęp dla wózków, łazienki z przewijakami. Od razu dodam, że aż takiego znaczenia nie ma w Salento (i chyba w całych Włoszech) fakt, czy dana restauracja oferuje menu dla dzieci, bo południowi Milusińscy od wczesnego dzieciństwa próbują normalnych posiłków i zasiadają do stołu razem z dorosłymi.

No właśnie, w ostatnich latach praktycznie wszystkie pary naszej comitiva zostały rodzicami (w sumie „mamy” 11 maluchów), dlatego też znaczącym zmianom uległ sposób spędzania przez nas wolnego czasu, a i w kalendarzu istotnych imprez wakacyjnych na stałe zagościły przyjęcia urodzinowe dzieci, które przyszły na świat w okresie letnim.

Czy salentyński kinderbal bardzo różni się od tego polskiego? Na poziomie organizacji – nie sądzę. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym różnic prawie nie widać, bo na ogół takie imprezy wyprawiane są w klubikach lub salach zabaw, gdzie nie zawsze jest miejsce na własną inwencję twórczą i wcielenie w życie swojej wizji przyjęcia. W lecie natomiast urodziny organizuje się na świeżym powietrzu i można poczuć w sobie dziecko i dać upust własnej wyobraźni.

Każde przyjęcie, na którym do tej pory miałam przyjemność być, charakteryzowało się jakimś motywem przewodnim. Mógł to być na przykład konkretny temat – jak chociażby morze na urodzinach Filippo. Dominowały kolory marynarskie, owoce były serwowane na „statkach”, stoły ozdobiono balonami w kształcie ryb, a mali goście dostawali jako upominek od gospodarzy gumowe lub plastikowe żyjątka morskie. W miarę możliwości również samo jedzenie (a konkretnie jego kształt) nawiązywało do wiodącej tematyki, jak chociażby niebieski tort z morskimi elementami.

Innym pomysłem może być zorganizowanie przyjęcia wokół konkretnego koloru, jak to miało miejsce na urodzinach Andrei. Poza dekoracjami na stole barwy te dominowały również w całym ogrodzie oraz gadżetach rozdawanych gościom (np. czapeczki okolicznościowe).

Każde spotkanie, którego głównymi bohaterami są dzieci, charakteryzuje się również tym, że bardzo wyraźnie są w nim zaznaczone początek, rozwinięcie oraz zakończenie. Na ogół o płynne przechodzenie pomiędzy poszczególnymi etapami zabawy dba albo rodzic małego gospodarza, albo wynajęty dla umilenia maluchom czasu animator. Ten ostatni nie tyle pilnuje gości i czuwa nad ich bezpieczną zabawą, ale nierzadko sam zamienia się np. w magika, który ku uciesze dzieci prezentuje im trwający dłuższą chwilę spektakl, wyczarowuje bańki mydlane, a jego pomocnica zapewnia gościom okolicznościowe malowanie buzi.

Naturalnie jednym z ważniejszych elementów jest menu, które tak naprawdę nie odbiega bardzo od typowego bufetu przygotowywanego na imprezy dla dorosłych. Jedyną różnicą jest rozmiar poszczególnych przysmaków – wszystko jest niejako w miniaturze 🙂

Na imprezach dla dzieci nie może zabraknąć małych calzoni, rustici, mini-kanapeczek oraz miniaturowej pizzy. Istotne miejsce zajmują owoce (w okresie letnim głównie melon oraz arbuz) i – naturalnie – imponujący tort urodzinowy.

Tort Tort przygotowany dla naszego synka z okazji jego pierwszych włoskich wakacji.

Ponieważ nadchodzi maj i czas pikników, poniżej podaję przepis mojej szwagierki na pyszne mini-pizze.

Oczywiście nie są one przysmakiem zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla kuchni salentyńskiej. Bez problemu możemy ich skosztować w większości barów na terytorium całych Włoch za dość przyzwoitą cenę. Są bardzo często serwowane jako jeden ze składników aperitivo, przygotowuje się je na przyjęcia, i to nie tylko te, o których mowa powyżej (aczkolwiek dzieci za nimi przepadają, gdyż – w przeciwieństwie do standardowej margherity – mają delikatniejszy i nieco słodszy smak, poza tym są rozmiarowo idealne dla małych rączek). Są one najczęściej kupowanym wyrobem salentyńskich rosticerii.

Składniki (na ok. 20 mini-pizz):

– 500 g mąki pszennej

– 250 ml wody (temp. pokojowa)

– 20 g drożdży

– 25 g masła

– łyżka cukru

– łyżka oliwy extra vergine

– łyżeczka soli (do ciasta)

– 250 g pomidorów bez skórek

– 200 g mozzarelli

– bazylia/oregano

– sól

– oliwa (do natłuszczenia blachy)

Mini-pizze robi się bardzo szybko: czas przygotowania wynosi zaledwie 20 minut, natomiast samo pieczenie zajmuje ok. 15 minut. Należy jednak wziąć pod uwagę czas potrzebny na wyrośnięcie ciasta (ok. 2h).

Sposób przygotowania:

Wsypujemy mąkę do miski, robimy w środku otwór, w którym umieszczamy drożdże, cukier i wodę. Szybkimi ruchami zagniatamy ciasto tak, żeby było sprężyste, a następnie dodajemy miękkie masło, oliwę oraz sól. Otrzymaną masę przenosimy na stolnicę, gdzie ugniatamy ją do otrzymania gładkiego i jednorodnego ciasta. Uformować z ciasta kulę, umieścić w misce i pozostawić do wyrośnięcia na ok. dwie godziny.

Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na grubość ok. 3 mm i szklanką wykrawamy kółka, które będą docelowymi mini-pizzami.

Natłuszczamy blachę oliwą i rozkładamy na niej pizze. Umieszczamy na każdej z nich pomidory (możemy je trochę wcześniej rozgnieść widelcem lub pokroić, żeby były drobniejsze), posypujemy bazylią/oregano i solą, kropimy oliwą. Wkładamy blachę do piekarnika rozgrzanego do 200°C. Po 5-7 minutach wyjmujemy pizze, kładziemy na nich mozzarellę pokrojoną w kosteczki i znów wkładamy do piekarnika na kolejne 5 minut.

Gotowe! Smacznego 🙂