Jeśliby chcieć podczas pobytu w Salento zajrzeć na każdą organizowaną tam sagrę, zabrakłoby pewnie wieczorów na cokolwiek innego, a niektóre ubrania trzeba by było po wakacjach poszerzyć w pasie. Czym takim są te słynne sagry, kiedy i gdzie się je organizuje oraz jak przebiegają?

Sagra, czyli po naszemu święto, jest ważnym momentem w życiu lokalnej społeczności. Jest chwilą wytchnienia i radości, kiedy na głównych placach i ulicach miasteczek ustawia się długie stoły, przy których zarówno mieszkańcy, jak i goście (turyści, przyjezdni, sąsiedzi z miasteczka leżącego nieopodal) biesiadują do późnych godzin nocnych (wczesnych godzin porannych). Sagry są najczęściej poświęcone jakiemuś typowemu lokalnemu produktowi kulinarnemu, który albo jest tam wytwarzany, albo szczególnie ceniony przez mieszkańców. Dania z bohaterem sagry w roli głównej przygotowywane są na bieżąco, a ich ceny są zdecydowanie niższe niż te spotykane na co dzień (o ile w ogóle można ich na co dzień skosztować – sagry wnoszą ważny wkład w przypominanie i kultywowanie dawnych tradycji, smaków i potraw).

Wszystko gotowe, można zaczynać – stoiska podczas sagry i pierwsi chętni (głodni); źródło: immaginasalento.it

Sam termin sagra ma łacińskie korzenie i wywodzi się od przymiotnika sacrum (święte). W starożytności ludowe święta bardzo często obchodzono przed świątyniami, a w czasach chrześcijańskich – przed kościołami. W przełomowych momentach roku (jak np. zima, wiosna, żniwa, winobranie) organizowano uroczyste, religijne obchody, by podziękować Bogu (bogom) za hojne dary lub by prosić o powodzenie na kolejne miesiące. Podczas takich świąt nierzadko składano w ofierze zwierzęta lub typowe dla danego regionu płody rolne, które następnie były konsumowane przez całą lokalną społeczność. To właśnie ślady tych zwyczajów możemy odnaleźć w dzisiejszych włoskich sagrach. Mimo iż niekiedy zdarza się, że sagra organizowana jest w dzień, w który wypada święto lokalnego patrona, to jednak nie należy mylić tych typowo gastronomicznych imprez z festa patronale, o których będę jeszcze oczywiście pisać.

Te lu ranu org.Sagra te lu ranu – organizatorzy…; źródło: www.sagrateluranu.eu

Te lu ranu g.

…i goście; źródło: www.sagrateluranu.eu

Sagry organizowane są na Półwyspie Salentyńskim przez cały rok, jednak ich kulminację widać głównie w lecie – przewidywalna piękna pogoda sprzyja spędzaniu wieczorów na świeżym powietrzu pod rozgwieżdżonym niebem. Poza tym lipiec i sierpień to zdecydowanie najbardziej turystyczne miesiące w Salento, w związku z czym sagry wykorzystać można jako świetną promocję zarówno miejsca, jak i lokalnych tradycji kulinarnych. No właśnie – podczas tego typu świąt przyjezdni mogą spróbować prawdziwych, typowych dań salentyńskiej kuchni, a także dowiedzieć się (i zobaczyć) nie tylko, jak obecnie przygotowuje się lokalne specjały, ale również jak miało to miejsce w przeszłości.

Sagra dell’insalata grika oprowadzaniePodczas sagr można się też czegoś dowiedzieć. Sagra dell’Insalata Grika; zdjęcie: Parco Palmieri, Martignano.

Niektóre z sagr zyskały sobie międzynarodową renomę i na stałe wpisały się w kalendarz letnich imprez na półwyspie. Imprez innych niż te proponowane przez wytworne lokale i restauracje; sagry przebiegają niekiedy w nieco spartańskich warunkach, czasami trudno znaleźć miejsce siedzące, je się rękoma, jest trochę niewygodnie, ale atmosfera każdego takiego święta jest niepowtarzalna.

Sagra dell’insalata grika tłumTłumy podczas Sagra dell’Insalata Grika; zdjęcie: Parco Palmieri, Martignano

Można naprawdę poczuć klimat Salento, posłuchać muzyki granej na żywo, podziwiać tancerzy kręcących się w rytm pizzica. I mimo iż czasem warunki biesiadowania mogą pozostawiać trochę do życzenia, to warto wspomnieć, że sagry wcale nie są imprezami organizowanymi naprędce czy bez pomyślunku. Nie – za każdą sagrą stoją trwające nawet kilka miesięcy przygotowania. Skrupulatnie planuje się kolejne punkty programu, decyduje się, jacy artyści i kiedy wystąpią, w jaki konkretnie sposób będzie przebiegać promocja lokalnej kuchni.

Zanim wymienię kilka najważniejszych wakacyjnych sagr, chciałabym zwrócić uwagę na jedną dość istotną kwestię. W ostatnich latach polski rynek wydawniczy jest wręcz zalewany powieściami anglojęzycznych (głównie) autorek, których bohaterki przerwały swoje nudne, nijakie, nieszczęśliwe (+ inne przygnębiające przymiotniki) życie i przeniosły się na stałe do Włoch, gdzie czas upływa im na smakowaniu, degustowaniu, biesiadowaniu (+ inne formy dolce vita) i na ogólnym brataniu się z Włochami, którzy – wydawać by się mogło – nic innego w życiu nie robią, tylko właśnie gotują i z rozkoszami dla podniebienia na takie zbłąkane dusze czekają. Nie. Dlatego nie chciałabym, żeby ktoś po przeczytaniu dzisiejszego wpisu stwierdził, że sagry mniej więcej tak wyglądają – turysta przyjmowany salsiccią i winem, traktowany po pięciu minutach jak swój, zawierający z autochtonami przyjaźnie na całe życie itp. Nie do końca tak to wygląda. Czasami może się zdarzyć, że jest się daleko od sceny i nie widzi się nawet sylwetek artystów; przyjaciół, z którymi się przyjechało, gubi się w tłumie; pół wieczoru upływa w niekończącej się kolejce po bakłażana przygotowanego na trzydzieści różnych sposobów, którego później i tak spożywa się na zimno, bo zanim się znalazło miejsce i zagubionych przyjaciół, minęły kolejne dłuuuugie minuty itp. Sagry są wspaniałe, ale – jak do wielu rzeczy i wydarzeń na półwyspie – trzeba do nich podejść z odpowiednią dozą cierpliwości i odpowiednim nastawieniem, żeby się później nie rozczarować.

Plakat reklamujący Sagra del maiale 2012

W miesiącach letnich miasteczkami, które ściągną najwięcej gości, są z całą pewnością:

w lipcu (kolejność i szczegółowe daty z roku na rok ulegają lekkim zmianom, dlatego ich nie podaję):

Martignano goszczące Sagra della Insalata Grika e della Salsiccia (Święto sałatki greckiej i kiełbaski);

Sagra dell’Insalata GrikaPlakat reklamujący Sagra dell’Insalata Grika e della Salsiccia 2014

Matino z Sagra della Frisa (czyli rodzaju twardego pieczywa maczanego w wodzie, a następnie doprawianego m.in. pomidorami i oliwą z oliwek);

Surbo organizujące Sagra della Piscialetta (rodzaj chlebka);

Sagra della piscialettaPlakat reklamujący Sagra della Piscialetta 2013

Merine słynące z Sagra te lu ranu (czyli święta zboża, szerzej chleba; w tym roku odbyła się już 22. edycja, a miasteczko w przeciągu trzech dni odwiedziło ponad 130 tys. osób!);

Sagra te lu ranuPlakat reklamujący Sagra te lu ranu 2014

Castrì di Lecce, gdzie pod koniec lipca organizowana jest sagra Merangiane in festa (czyli „Bakłażany świętują”; jest to historyczna już impreza poświęcona bakłażanowi zarówno w klasycznym wydaniu na słono, jak i – bardziej zaskakującym – na słodko);

w sierpniu:

Melendugno gości Sagra te lu purpu (czyli święto ośmiornicy, składnika dań bardzo cenionych na półwyspie);

Sagra te lu purpuPlakat reklamujący Sagra te lu purpu 2012

Bagnolo organizuje Sagra della purpetta (czyli święto pulpeta, przygotowywanego na zadziwiająco wiele sposobów);

Cannole z kolei słynie z Sagra della Municeddha (święta ślimaka, które cieszy się dużą renomą na poziomie ponadregionalnym i z roku na rok odnotowuje udział większej liczby gości, zarówno z Salento, jak i nawet z odległych regionów Włoch);

we wrześniu warto wymienić Festa te lu mieru (święto wina) odbywające się w Carpignano – można wówczas nie tylko dokonać degustacji wyśmienitych lokalnych win, ale i wrzucić coś pysznego na ząb.

sagra della castagnaPlakat reklamujący Sagra della Castagna di Rionero e del vino

Oczywiście wymieniłam jedynie kilka przykładów salentyńskich sagr. W rzeczywistości jest ich o wiele, wiele więcej; niekiedy w jeden wieczór organizowane są trzy lub cztery imprezy w różnych miejscach ma półwyspie. Czasami dany produkt (np. arbuz) jest bohaterem kilku sagr odbywających się w pewnym odstępie czasowym.

Podsumowując: dialekt, tradycyjna muzyka i przede wszystkim domowa, naprawdę bardzo dobra kuchnia sprawiają, że każdy szanujący się turysta (bo dla tutejszych rozumie się to samo przez się) powinien poświęcić minimum jeden wakacyjny wieczór na odwiedzenie najbliższej sagry. Nie pożałuje 🙂

PS. Oczywiście dobrze wiem, o czym są wyżej wymienione powieści, ponieważ sama je namiętnie czytam 😉 Nie ma nic lepszego na ciągnący się w nieskończoność polski zimowy wieczór jak właśnie lekka, łatwa i przyjemna lektura smakowitego romansidła osadzonego w słonecznych Włoszech. Stereotypowo, przewidywalnie, nieco naiwnie, ale jak miło, kolorowo i pysznie! Do wtorku! Ciau!