Necronomicon

Rozstrzelała się nam firma Wanadoo, oj rozstrzelała. Na polski rynek trafiła właśnie jej Dracula: Zmartwychwstanie, zachodnie rynki podbija Legend Of The Prophet And Assassin, zaś CODA przygotowuje się do wydania przygodówki o nazwie Necronomicon.
O księdze cieszącego się złą sławą Araba Abd Al-Hazreda, zatytułowanej Necronomicon, pisałem już przy okazji zapowiedzi Evil Dead: Hail To The King. Nie minął miesiąc, a po raz kolejny wspominam o niej. Nie ma w tym jednak nic dziwnego – pozycja ta do dziś uchodzi za jedną z najbardziej pociągających tajemnic średniowiecza. Autorzy horrorów oraz systemów gier RPG (z Zew Cthulhu na czele) inspirują się nią, ba, czasem nawet traktują ją jak biblię!
Necronomicon powstała w 730 roku n.e. w okolicach Damaszku, jako Kitab Al-Azif – księga wycia pustynnych demonów lub księga tego, który nadchodzi. Jej autor, nazywany przez ówczesnych Czcicielem Wielkiego Pożeracza, zyskał sławę, lecz również i wielu wrogów. Dwieście lat później Necronomicon został przetłumaczony na grecki przez Teodora z Filetu, wersję łacińską przygotował zaś Olaus Wormius Starszy. Nie wiem jednak, czy pierwszy z nich miał jakiś związek z mięsem bez kości, zaś drugi nie lubił Worms World Party, wiem tylko, że Księga Prawa Umarłych została na początku ubiegłego tysiąclecia wyklęta, a następnie wciągnięta w indeks ksiąg zakazanych. Po Necronomicon sięgnął dopiero mistrz horroru, H.P. Lovecraft, tworząc całą serię opowieści o Starych Istotach. To właśnie do jego twórczości odwołują się programiści Wanadoo w swej najnowszej przygodówce pod tym samym tytułem.
Akcja gry zaczyna się w 1927 roku na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Główny bohater, William H. Stanton, przyjeżdża do wymarłej mieściny o nazwie Pawtuxet. Do niedawna powszechnie lubianym członkiem społeczności był tam jego przyjaciel. Niestety, w przeciągu kilku lat zmienił się, osowiał, wręcz zdziczał, jednym słowem stał się odludkiem. Jego rodzina nie wiedząc, co się dzieje, wezwała na pomoc Stantona. Na miejscu okazało się, że przyjaciel Williama zainteresował się twórczością XVIII-wiecznego mieszkańca Pawtuxet, alchemika Gregora Herschela. Człowiek ów odkrył ruiny starożytnego miasta. Miasta Starych Istot.
Gra jest przygodówką wzorowaną na Draculi czy serii Atlantis. Gracz porusza się po z góry zdefiniowanych ścieżkach, zaś w każdym miejscu, w jakim się zatrzyma, może się dokładnie rozejrzeć. Skutki zastosowania sprawdzonego silnika są oczywiste: interface jest prosty i przejrzysty, zagadki niezbyt trudne, zaś grafika śliczna. Widać to zwłaszcza na ilustracjach z gry – programiści zadbali o drobne szczegóły, takie jak kosmyki bardziej i mniej siwych włosów na brodzie starszego gentlemana czy też bardzo malownicze drzewa. Razi nieco animacja niektórych postaci, za to przerywniki filmowe są po prostu mistrzowskie. Całość uzupełnia świetna oprawa dźwiękowa, pełna przerażających pohukiwań, skrzypnięć i jęków. Mimo jej niewątpliwie wysokiego poziomu gra pozostaje tylko i wyłącznie przygodówką. Recenzenci, którzy widzieli grę, twierdzą, iż podobnie jak Dracula: Zmartwychwstanie wciąga, lecz nie przeraża.
Gra powinna pojawić się w polskich sklepach jeszcze przed wakacjami. Miłośnicy przygody spod znaku Cthulhu wreszcie poczują się dopieszczeni…