Miejskie cztery kółka

W czasach, kiedy tempo jazdy po zatłoczonym mieście można czasem porównać do spaceru z balkonikiem, zakup własnego auta ma tyle samo zalet, co wad. Posiadanie czterech kółek może wydać się zbędną inwestycją, która poza oszczędnościami, pochłonie także nasze nerwy i resztki cierpliwości.

Z drugiej strony, pasażerowie komunikacji miejskiej, którzy swoim zagęszczeniem przebijają już przysłowiowe sardynki w puszce, marzą o takim luksusie i zazdroszczą kierowcom komfortu. Trudno się tu zgodzić z ekologami, którzy ciskają gromami w kierowców-samotników, przypisując im całe zło tego świata. I niełatwo obronić twierdzenie, że w tramwaju czy autobusie w godzinach szczytu też może być wygodnie.

Projektanci, producenci i sprzedawcy samochodów nie powinni jednak czuć się zagrożeni. Mimo, że koszty eksploatacji samochodu znacznie przewyższają te, które ponieślibyśmy, podróżując komunikacją miejską, auto każdej maści znajdzie swojego amatora. W ulicznym tłumie zdecydowanie bardziej sprawdzają się małe, poręczne autka, przez niektórych szufladkowane jako kobiece. Wobec trudnych warunków miejskich tracą atrakcyjność duże, żłopiące benzynę silniki, które i tak nie mają szans zaprezentować swoich możliwości.

Projektanci miejskich samochodów przyszłości wychodzą naprzeciw wymaganiom ekologów i oczekiwaniom klientów. Za kilkanaście lat możemy się spodziewać napędzanych elektrycznie konstrukcji z dwoma silnikami – osobno przednia i osobno tylna oś. Twórcy celują w zwrotność, łatwość w manewrowaniu oraz niską szkodliwość dla środowiska. Takie cacko, któremu na imię „kompromis”, jest jednak jeszcze w fazie przygotowań. A szkoda…