Lecce przez dziurkę od klucza…

No nie do końca przez dziurkę od klucza, ale po kolei…

Lecce, nawet daleko poza granicami Salento i Włoch, słynie nie tylko ze swojego paticciotto czy carta pesta, ale przede wszystkim ze swego bogatego dziedzictwa zabytkowego, kulturalnego i architektonicznego. Jedyny problem polega na tym, że o ile słodkie wypieki czy wytwory z pietra leccese są dostępne dla wszystkich, to już niektóre z barokowych perełek zarezerwowane są jedynie dla wybranych, których własność stanowią. Na szczęście osoby te nie tylko dbają o swoje budynki, utrzymując je w dobrym stanie, podnosząc ich zabytkową wartość kosztownymi niekiedy pracami restauracyjnymi, ale również raz na rok otwierają drzwi do swych domostw, zapraszając do ogrodów, pokazując dziedzińce, dzieląc się z turystami i miejscowymi (którzy czasem nie zdają sobie sprawy, jakie skarby tkwią za murami i bramami, obok których regularnie przechodzą) tym namacalnym, skrywanym na co dzień i niedostępnym dla szerszej publiczności pięknem. (więcej…)

Czytaj więcej

Oda do arbuza

Kolejne salentyńskie wakacje (lato 2015) trwają już od ponad trzech tygodni. Mam mnóstwo pomysłów na nowe wpisy, ale w tym roku jest tak makabrycznie gorąco, że na samą myśl o tym, żeby spędzać wieczory (czy którąkolwiek część dnia) przed emitującym ciepło komputerem, robi mi się słabo. Jednak dziś uzbrojona w wentylator i miseczkę arbuza zabieram się za krótki post poświęcony temu ostatniemu. Bez arbuza (po włosku anguria, w dialekcie lu mulune) moja salentyńska letnia egzystencja stanęłaby niechybnie pod ogromnym znakiem zapytania. (więcej…)

Czytaj więcej