Salentyńskie kinderbale

Jeszcze jakieś pięć lat temu nie do pomyślenia było, że nasza salentyńska bella compagnia przy wyborze miejsca na wspólne spędzenie czasu będzie się kierować czymś innym niż menu czy wysokość cen, a mianowicie: czy dany lokal (a zwłaszcza stoły ustawione na zewnątrz) nie znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie ulicy; czy nie posiada (kiedyś jakże pożądanego) basenu; czy nie jest restauracją, która po jakiejś określonej godzinie przemienia się w hałaśliwą dyskotekę; czy wystrój nie jest zbyt elegancki (czytaj: podatny na ewentualne zniszczenia); a za to liczyć się będzie, czy miejsce owo proponuje atrakcje dla najmłodszych, takie jak: plac zabaw, dużo miejsca do biegania, dogodny dostęp dla wózków, łazienki z przewijakami. Od razu dodam, że aż takiego znaczenia nie ma w Salento (i chyba w całych Włoszech) fakt, czy dana restauracja oferuje menu dla dzieci, bo południowi Milusińscy od wczesnego dzieciństwa próbują normalnych posiłków i zasiadają do stołu razem z dorosłymi. (więcej…)

Czytaj więcej

Xylella – wróg publiczny numer jeden

Witajcie po bardzo długiej przerwie. Kto śledzi fanpage’a bloga na Facebooku, wie, że milczenie nie było bynajmniej spowodowane brakiem tematów (tych nigdy dość) czy weny twórczej (która wręcz mnie rozpiera), tylko – jak to mówią Włosi – dolce attesa, czyli słodkim oczekiwaniem na równie słodkie Maleństwo, które pojawiło się w naszej rodzinie na początku kwietnia.

Niemniej jednak pamiętam też o moim wirtualnym dziecku i już spieszę z przedstawieniem Wam kolejnego, niezmiernie aktualnego problemu, jakim jest obecnie w Salento tajemnicza xylella. (więcej…)

Czytaj więcej