Meraviglioso… Mi hanno inventato l’ADRIATICO!!!!

Ach, Adriatyk…

Podróż do Włoch ma wiele pięknych momentów. Niektóre są wyznaczane przez kolejne tablice informacyjne, jak chociażby tę oczekiwaną z wielkim utęsknieniem z napisem ITALIA otoczonym gwiazdkami na niebieskim tle, skreślone MOLISE i dumnie wypisane PUGLIA, upragniony zjazd z autostrady w BARI NORD oraz drogowskazy kierujące na LECCE; inne natomiast wyznacza otaczający krajobraz. Ja się zawsze wzruszam, kiedy wjeżdżamy na A14 (Autostrada Adriatica) i kiedy w końcu naszym oczom ukazuje się mój ukochany Adriatyk, który – raz mniej, raz bardziej widoczny – towarzyszy nam po lewej stronie przez całą resztę podróży. Jako że morze to w znaczny i znaczący sposób wpływa na życie mieszkańców Salento, postanowiłam poświęcić mu osobny artykuł i nieco zgłębić własną – to tej pory dość powierzchowną i mocno turystyczną – wiedzę na jego temat. (więcej…)

Czytaj więcej

W sierpniu spadają nie tylko gwiazdy…

I mamy już prawie połowę sierpnia! Prawdę powiedziawszy, nie przepadam za tym miesiącem. Zostało mi to chyba z czasów szkolnych – w jego końcówce trzeba było zacząć rozglądać się za podręcznikami, czekać na plan zajęć… Niby jeszcze wakacje, a na horyzoncie już widać, słychać i czuć codzienną rutynę (coś tak jak niedziela, niby jeszcze weekend, ale nie jest tak fajnie jak w sobotę). W Salento jednak wręcz przeciwnie – nikomu ani w głowie powroty, rutyna i codzienność; sierpień to par excellence miesiąc wakacji, urlopów i szeroko rozumianej laby. (więcej…)

Czytaj więcej

Pocałunek pająka

Dlaczego kocham Salento? Poza oczywistymi oczywistościami (krystalicznie czyste morze, piękne krajobrazy, pyszna kuchnia i przemili ludzie) darzę głębokim uwielbieniem tutejsze księgarnie. Z jakiego powodu? Cóż, księgarnie to w ogóle mój ulubiony rodzaj „sklepu”, a księgarnie w Lecce szczególnie, gdyż są one jedynym miejscem na świecie (mam na myśli świat realny, nie ten wirtualny), gdzie już na progu można potknąć się o niezwykle bogatą ofertę salentyńską. (więcej…)

Czytaj więcej

Sąsiad na krzesełku wieczorową porą

W Salento pełnia lata – idealny moment, by napisać o zjawisku, które w tym właśnie okresie przeżywa swój rozkwit i które na przestrzeni lat zdołało wywołać we mnie całą gamę odczuć: zaskoczenie, rozbawienie, zdenerwowanie, zadumę, wściekłość, życzliwe przyklaśnięcie, zazdrość, rozdrażnienie… O czym mowa? O czymś, czego nawet nie umiem nazwać; o wystawianiu wieczorem przed dom krzesełka, tudzież leżaka lub taboretu i spędzaniu na tymże siedzisku długich godzin w towarzystwie sąsiadów.

Postanowiłam poświęcić temu kuriozum osobny wpis, ponieważ moi Salentyńczycy, którzy śledzą (obrazkowo) moje poczynania na blogu i jego stronie na Facebooku, sami z własnej nieprzymuszonej woli temat ten kilkakrotnie i niezależnie od siebie zgłaszali. A zatem do dzieła! (więcej…)

Czytaj więcej